

Mówi się, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. Łatwo wyciągnąć z tego wniosek, że najlepiej mieć jak najwęższą specjalizację. Czy aby na pewno? Zapraszam do przeczytania trochę przewrotnego tekstu i dyskusji...

Trudności z wyceną ma chyba każdy (a przynajmniej większość) z nas. To jedna z mniej pozytywnych stron bycia freelancerem i prowadzenia własnej DG.

O Blenderze już wspominałem przy okazji opisywania darmowych programów do grafiki 3D. Tym razem temat nieco rozwinę, bo jest ku temu okazja - Blender jest w trakcie przepisywania całego kodu od nowa, odświeżony będzie interfejs użytkownika i przyspieszony silnik. Zapowiada się ciekawie.

Temat trochę kontrowersyjny, bo chyba nie ma dobrego przepisu, 100% pewnego na wykonanie dobrego loga. Na efekt końcowy wpływa wiele czynników, z których najważniejszym jest chyba gust klienta, który często bywa... no ale o tym się nie dyskutuje. Klient płaci - klient dostaje czego chce :)

Bycie freelancerem nie jest dla każdego. Gdyby tak było, pracodawcy mieliby wielki problem, bo nie byłoby chętnych do pracy na etacie. Freelancerka, jak każdy inny sposób zarobkowania, posiada swoje wady i zalety. Od nas samych zależy jednak, czy wady przesłaniają nam zalety czy odwrotnie.

Zaczęło się od tego, że zrobiliśmy sobie z Ikarem identyfikatory fotografów, żeby udawać, że coś umiemy :) Potem zmajstrowałem kawałek strony, żeby było gdzie zamieszczać nasze wypociny. Głównie ku uciesze znajomych. Potem przerodziło się to w nieco większy projekt.

Kto chce - szuka sposobu, kto nie chce - szuka wymówki
Kilka lat temu w rozmowie z pewnym mądrym człowiekiem (właścicielem dużej firmy zresztą) stwierdziłem, że nigdy nie będę miał własnej firmy, bo nie będę w stanie się utrzymać. Nie mam szczęścia do klientów, zleceń. Zawsze będę pracował na kogoś. Odpowiedzią tego człowieka było "bzdura". I dziś wiem, że to była bardzo mądra odpowiedź.

W dawnych czasach, kiedy komputery miały mniej możliwości niż współczesne telefony komórkowe, o myszy nikt na oczy nie widział a o tabletach nikomu się nie śniło, grafikę rysowało się piksel po pikselu, najczęściej za pomocą joysticka.

Zaczęło się od tego, że w 2002 roku niejaki beno zarzucił na grupie dyskusyjnej prośbę o uzupełnienie jego listy nazw kolorów.

Opisałem już większość alternatywnych, darmowych programów dla użytkowników o różnych zainteresowaniach. Ale nie poruszyłem swojego najstarszego konika jakim jest... programowanie.






